Najpierw ucz dziecko, a potem wymagaj
Prawidłowość ta dotyczy sposobu reagowania rodziców na porażki edukacyjne dzieci i reakcji dzieci na „dogmaty” głoszone przez rodziców.
W czym tkwi problem? Otóż po raz pierwszy pojawia się on w czasie diagnozy. Często zdarza się tak, że rodzic, dla komfortu dziecka, przebywa w czasie diagnozy pedagogicznej w pokoju terapeuty razem z dzieckiem. Musi tylko sprostać jednemu zadaniu – nie wolno mu komunikować się z dzieckiem w zakresie wykonywanych zadań, nie wolno mu sugerować rozwiązania zadania, podpowiadać i wykonywać poleceń za dziecko. Choć brzmi niewinnie, dla rodziców jest to duże wyzwanie. Kieruje nimi najczęściej przekonanie, że jeśli zadanie jest wykonane inaczej niż zrobiliby oni sami (zadania diagnostyczne z punktu widzenia rodziców są niezwykle proste) to wynik badania będzie negatywny, a tym samym postawi w złym świetle dziecko i ich samych. Dzieje się tak dlatego, że w czasie badania pedagogicznego często padają pytania o sprawy tak oczywiste jak: pory roku, dni tygodnia, używanie liczebników porządkowych lub zbiorowych. Są to umiejętności i wiedza często tak proste, że rodzice przyznają później sami, że nie sądzili, iż ich dziecko nie zna odpowiedzi na te pytania –„to przecież takie proste” – pada stwierdzenie – „jak mógł tego nie wiedzieć?”.
A jednak mógł syn lub córka mogła nie wiedzieć, bo niby skąd. Ma dopiero kilka lat, a otaczający ją świat jest wielce skomplikowany. Ledwo poznała kilka słów, nauczyła się jako tako budować zdania, ale nadal o świecie wie tyle ile przekażą jej/jemu najbliżsi.
Podobne artykuły: | Polecamy: |


